Hike&fly Dent d’Arclusaz

zdj. Filip Jagła

Alpy francuskie należą do moich ulubionych miejscówek i zawsze z niecierpliwością przebieram nogami, gdy wiem, że tam jadę. W tym roku postanowiliśmy towarzyszyć Kaktusowi w drodze na Puchar Świata, który rozgrywał się w pobliżu Albertville.

Znane miejsca do latania, które mieliśmy w zasięgu 50 km, to St. Hilaire i Annecy. Mimo nie najlepszej pogody, zawodnikom udało się rozegrać 5 konkurencji. My mogliśmy wykorzystać dodatkowo jeszcze 2, zlatując z pobliskich szczytów i przełęczy. Kiedy niebo kapryśnie okryło się kołderką z chmur, pokazując tym samym środkowy palec naszemu lataniu przelotowemu, nie poddaliśmy się bez walki i zabawiliśmy się z pogodą w kotka i myszkę.

Szpeimy się do startu po dwugodzinnym podejściu / zdj. Filip Jagła

Przepakowaliśmy sprzęt do lekkich plecako-uprzęży i potraktowaliśmy pogodę z buta. Z kempingu widać było wyłaniający się z chmur szczyt Dent d’Arclusaz o wysokości 2041 m, co było wróżbą, że dziury w chmurach powinny umożliwić nam lot. Ruszyliśmy w pełnym składzie, mimo, że sprzęt do lotu niosłem tylko ja, Filip Jagła i Piotrek Goc. Czekało nas około 1000 m przewyższenia, czyli niecałe dwie godziny podchodzenia. Szlak przecina południowo-zachodnie zbocza góry, a start możliwy jest z porośniętego trawą grzbietu na wysokości około 1800 m. Sam szczyt jest skalisty i wąska grań nie pozwala na rozłożenie skrzydła. Chmury zwodziły nas praktycznie przez całą drogę, próbując krępować nasze ruchy i dezorientując swoim nieprzenikliwym uporem, ale jak osły darliśmy do góry i to chyba przeważyło szalę na naszą korzyść. Po do darciu na miejsce startu, chmury ustąpiły miejsca pod szczytem i umościły się na granicy doliny, ukazując ją w nielicznych dziurach niczym w kalejdoskopie. Wymusiły tym na nas wstrzelenie się w odpowiedni moment i wlecenie w chmurzasty przesmyk, który był przepustką do doliny i widoczności.

zdj. Filip Jagła

Magiczny moment 🙂 / zdj. Filip Jagła

Odtańczyliśmy z nimi podniebnego czardasza i po kilkunastu minutach lądowaliśmy w pobliżu kempingu, wniebowzięci i uśmiechnięci od ucha do ucha :).

zdj. automat :)

Po wylądowaniu: od lewej Filip Jagła, Tomek Pankiewicz, Piotr Goc / zdj. automat 🙂