Miejsca / Saint Vincent les Forts i Montclar

zdj. Klaudia Bułgakow

Zapraszamy do odkrywania nowych startowisk. W tym numerze wraz z zawodniczką Klaudią Bułgakow poznajemy startowiska we Francji.

Dzięki zorganizowanym w tym roku Mistrzostw Francji w Montclar na nowo odkryłam Saint Vincent i okolicę. Pierwszy raz miałam okazję tu polatać w 2003 roku za sprawą wiartu Mistral, który uniemożliwia latanie wszędzie indziej. Tym razem pogoda dopisała i miałam okazję poznać potencjał tego miejsca.

Mistrzostwa Francji rozgrywały się ze startowiska nad Saint Jean de Montclar. Na górę wyjeżdża się komfortowo wyciągiem krzesełkowym. Startowisko znajduje się na wypłaszczeniu pod granią Chaine de la Blanche. Po starcie wykręcamy się na grań i wzdłuż niej możemy lecieć daleko na południe. Jeśli podstawy pozwalają to do Saint Andre les Alpes czy Mustiers Saint Marie. Komitet pilotów postawił sobie za cel trzymanie nas możliwie z dala od grani, tak by uniemożliwić ściganie na dużych prędkościach blisko zboczy. Ograniczeni silnym wiatrem wschodnim, który zresztą uniemożliwiał latanie w Saint Andre, dane nam było bardzo dokładnie poznać teren między Chaine de la Blanche i równinami Laragne. Rozłożono cztery bardzo ciekawe konkurencje z czego dwie ponad stu kilometrowe.

Jeden z ciekawszych lotów wiódł nas z Montclar na południe do góry Cousson. Mieliśmy dwie opcje dolecenia tam: jedna po Montagne de La Blanche z przeskokiem na Mont Coupe i stamtąd nad Digne Cousson. Druga droga wiodła po konwergencji z de la Blanche na Blayeul i stamtąd na Mont Coupe i Coussone. Dalej lecieliśmy na północ bez zbyt dużego wyboru opcji, aż do grani Montagne de Jouere. Ten odcinek był dla mnie dość emocjonujący, gdyż leci się wzdłuż grani bez możliwości lądowania lub z lądowaniem wysoko w górach połączonym z długim spacerem do doliny. Końcówka była względnie z wiatrem po górkach z powrotem do Montclare.

Drugi przelot był z Montclar do Crete de Geruen. Ten bok trójkąta przebiega po bardzo trudnym i nieprzyjaznym terenie. Lądowanie tu kończy się długim spacerem lub zwózką helikopterem, z której zresztą dwójka pilotów skorzystało. Do pierwszego punktu zwrotnego lecieliśmy daleko na północ, prawie do miejscowości La Batie Neuve. Tu zaliczyliśmy zwiedzanie mniejszych górek i mega wyjazd na Mont Colombis i z powrotem do punktu wyjścia. Obydwa przeloty bardzo techniczne, ale z zapierającymi dech w piersiach widokami.

Cały artykuł znajdziecie w 13. numerze Vario.