I zawody w celności lądowania

zdj. Grzegorz Misiak

Czy zawody w celności lądowania paralotnią mają jakikolwiek sens? „No bzdura” – powie chyba każdy pilot paralotni, nawet ten mający dopiero co uzyskane, świeżuteńkie ŚK. Wydaje się to łatwe i miłe jak kolejny pączek w Tłusty Czwartek. Każdy przecież potrafi „celnąć” w swobodnie wybraną kretowinę na dowolnym lądowisku.

„Czyżby?” – odpowie paru doświadczonych pilotów, dla których np. wielka łąka w Canazei zakończyła się połamaniem kostki, a podejście do lądowania w słoweńskim Gabrje zawieszeniem na drutach oddzielających pastwisko od miejsca, gdzie piloci popijają piwko po długim locie. Rozmaite historie o „hardcore’owych” podejściach do lądowania przeżył lub słyszał niemal każdy paralotniarz, a że zjeść pączka łatwiej niż trafić w centro przekonał się ostatnio nawet nasz „Mistrz-Nad-Mistrze”, przygotowujący się do kolejnego X-Alps, Paweł „Bubuś” Faron.

Zawody w celności lądowania paralotnią są od wielu lat oficjalną dyscypliną paralotniową FAI, w ramach której odbywają się poważne zawody międzynarodowe, z mistrzostwami świata i kontynentów włącznie. Zawody te szczególnie popularne są w Azji, gdzie brakuje spektakularnych miejsc do lotów XC ale nie brakuje fascynatów latania „szmatolotami”.

W kalendarzu zawodów FAI jest mnóstwo imprez związanych z Accuracy Landing odbywających się na Litwie, w Czechach, w Serbii, w Niemczech czy w Wielkiej Brytanii. Brakuje takich imprez w Polsce.

Cały artykuł:http://issuu.com/variomag/docs/zawody_celnosc