Rekord Polski w przelocie otwartym

zdj. Karkonoski Klub Paralotniowy
Tegoroczny wyjazd do Brazylii zapowiadał się wyjątkowo obiecująco, bo jechaliśmy
w mocnym, sprawdzonym gronie dobrych pilotów z Karkonoskiego Klubu.

Z poprzednich lat miałem znajomość terenu, wiele kontaktów z miejscowymi pilotami, całkiem nieźle też radziłem sobie z portugalskim. Do tej pory wykonałem tu wiele lotów powyżej 300 km, lotem 368 km pobiłem poprzedni rekord Rafała Łuckosia, a dolatując z Quixady do Piri Piri, poprawiłem na 320 km rekord docelowy Jacka Profusa. Tym razem jednak zamierzałem wreszcie otworzyć polski „klub 400”.

Postanowiliśmy rozpocząć od Tacimy, gdzie 2 tygodnie wcześniej padł nowy rekord świata powyżej 500 km.  Tacima położona jest ok. 400 km na wschód od słynnej Quixady, znacznie bliżej oceanu, co powoduje, że rano jest tu więcej chmur. Lecąc na zachód, można liczyć na silniejszy wiatr na trasie niż podczas lotu z Quixady. Niestety pogoda jest bardziej kapryśna i dobre dni potrafią dzielić tygodnie bez latania.

Dodatkowym problemem jest górzysty płaskowyż o szerokości 30 km, który trzeba pokonać zaraz po odejściu od startu, kiedy wysokości chmur nie przekraczają 1000 m, co daje ok. 400 m wysokości   nad gruntem. Jeden błąd lub brak szczęścia i traci się cały dzień, bo powrót na start wymaga kilku godzin.

Cały artykuł znajdziecie w 18. numerze Vario.