Air Design Pure 2

zdj. Air Design
Wyobraźmy sobie, że jesteśmy konstruktorem i całą swoją energię włożyliśmy w nasz ostatni projekt. Okazuje się, że ponownie jesteśmy zmuszeni do wyważania, zdawałoby się, dawno już otwartych drzwi. Myśleliśmy, że stworzyliśmy perfekcyjne skrzydło w swojej klasie trzy lata temu, ale od tego czasu wszystko ruszyło do przodu i zmiany są kolosalne.

Wracamy zatem do deski kreślarskiej, dopracowujemy i dopieszczamy projekt, aż jesteśmy w pełni usatysfakcjonowani. Jesteśmy pewni, że stworzyliśmy skrzydło, które bije na głowę konkurencję w swojej klasie i w którym wszyscy się zakochają. Z samouwielbienia wytrąca nas dział marketingu, który zapowiada wysłanie „naszego dziecka” do jakiegoś głupka z magazynu paralotniowego, aby napisał recenzję.

Dostajemy białej gorączki – przecież ten koleś nigdy w swoim życiu nie projektował paralotni, nie był pilotem testowym, już nawet nie lata w zawodach. Jest tylko zwyczajnym pilotem przelotowym, który ma doświadczenie z latania na wielu nowych konstrukcjach. Jakbyście się czuli? Poddenerwowani? Na pewno. Dlatego podszedłem do testów Pure’a 2 z dużą dozą pokory. Projektant firmy Air Design Stephan Stieglair ma wyrobioną na rynku markę niezależnie myślącego projektanta i genialnego specjalisty od aerodynamiki. Lepiej go nie wkurzać, zwłaszcza że pracując nad nowym skrzydłem, musiał przejść przez tygiel najnowszych pomysłów i oczekiwań paralotniowego świata. Tym bardziej był to dla mnie powód, aby traktować jego najnowszy projekt z szacunkiem, ponieważ ma do zaoferowania ciekawą koncepcję: konstrukcję dwurzędową przystępną dla pilotów szukających bezpiecznych skrzydeł oraz zaczynających dopiero swoją przygodę z tego typu paralotniami. Dlatego myślę, że rozumiecie teraz, dlaczego chylę czoła w kierunku Austrii, podczas gdy rozłożone do startu skrzydło spoczywa na niewielkim angielskim wzgórzu, w typowym dla naszego kraju przelotowym dniu.

Cały artykuł znajdziecie w 18. numerze Vario.