Kraina czarów

zdj. Krischa Berlinger

Słowak i Szwajcar, dwóch przyjaciół, dwie paralotnie i szalony plan lotu biwakowego przez Pamir. Krischa Berlinger i Jakub Beno zabierają nas w podróż przez Tadżykistan i Kirgistan.

Nareszcie mogliśmy odetchnąć z ulgą przed naszym pierwszym lotem, stojąc na startowisku nad doliną Zarafszan w górach Tadżykistanu. Za nami pół roku planowania, wątpliwości i niepokoju. Liczenie każdego grama, kalorii, wpatrywanie się do bólu w mapy, planowanie trasy – wszystko przestało mieć znaczenie. W końcu tu dotarliśmy. Pierwszy podmuch termiczny rozwiał nasze wątpliwości. Plan stał się rzeczywistością.

Zaraz po starcie termika „wystrzeliła” nas na 5000 m i tak zaczęła się nasza podróż. Po dwóch godzinach lotu w silnej konwergencji chmury zaczęły się gwałtownie przebudowywać, dlatego postanowiliśmy zrobić toplanding na pobliskiej grani na wysokości 3600 m. I to był błąd. Bardzo szybko znaleźliśmy się w samym centrum silnej burzy. Schroniliśmy się w mizernych namiotach, a wokół rozszalały się pioruny, walące po otaczającej nas grani. Emocje sięgały zenitu do późnych godzin wieczornych. Nad ranem obudził nas odgłos przeładowywanych karabinów. Na zewnątrz stało trzech tadżyckich żołnierzy z kałachami gotowymi do strzału. Gdy już doszli do wniosku, że jednak nie jesteśmy zagranicznymi agentami szpiegującymi ich kraj, podzieli się z nami swoim śniadaniem. Nie pokonywaliśmy dziennie tylu kilometrów w górach Zarafszanu, ile planowaliśmy, ale codziennie goniliśmy horyzont. Po paru dniach osiągnęliśmy koniec doliny i na przeszkodzie, w naszej drodze na południe, stanęła nam przełęcz o wysokości 4200 m. Podstawy chmur tego dnia nie zapewniały nam komfortu do bezpiecznego przelotu nad przełęczą, ale postanowiliśmy zaryzykować i mając w zapasie 50 metrów, rzuciliśmy się na drugą stronę. Po drugiej stronie czekał na nas mega dzień – bez silnych wiatrów, rozbudowujących się chmur i turbulencji. Po 120 km lotu wylądowaliśmy roześmiani i szczęśliwi na przedpolach Pamiru. Musieliśmy już uzupełnić nasze zapasy.

Cały artykuł możecie przeczytać w 22. numerze Vario.