Azerbejdżan i Gruzja

Na przestrzeni ostatnich 3-4 lat zwlekałem z wyjazdem do Azerbejdżanu z niewyjaśnionych wtedy przyczyn. Często mój palec zatrzymywał globus na granicy Europy i Azji między  Morzem Kaspijskim a Czarnym. Mało jednak wiedziałem o tym muzułmańskim państwie, które jeszcze w 1991 roku było jedną z republik ZSRR.

Wielokrotnie w tym czasie odwiedzałem sprawdzone już światowe spoty pozwalające rozwijać i doszlifowywać moje umiejętności pilotażu i stylu hike&fly. Konsekwentne treningi  paralotniowe w Beskidach, Tatrach i Alpach pozwalały mi czuć się swobodnie na wyprawach w nieco większych górach jak Tienszan, Ałtaj, Karakorum i Himalaje. Kilkanaście wyjazdów w tamte rejony zmieniło moje postrzeganie tych miejsc – oprócz realizacji marzeń stały się polem treningowym oraz inspiracją do planowania kolejnych podróży. Nadszedł w końcu czas, gdy chciałem w inny niż dotąd sposób wykorzystać swoje doświadczenie w podróżowaniu i lataniu. Zacząłem szukać bezpiecznego politycznie miejsca (bo w niebezpiecznych już latałem;)), posiadającego łańcuch górski (bo latanie za sznurkiem, to nie latanie, uzależnione od osób trzecich, czego nie lubię) – leżącego na naszej półkuli (czas wyprawy lipiec/sierpień, a także szybki dolot na miejsce akcji) – z wielką rozwagą brałem pod uwagę te wszystkie aspekty, gdyż wyjazd planowałem sam i na miejscu także miałbym być zdany zupełnie na siebie.

W lipcu zeszłego roku podczas jednego z meczów w cyklu turnieju piłki nożnej Euro 2016 na stadionie wyświetliła się elektroniczna reklama Azerbaijan Oil. Wróciłem myślami do mojego świecącego globusa oraz zainspirowało mnie to do zgłębienia wiedzy na temat tego niewielkiego kraju ropą płynącego. Im bardziej się wczytywałem, tym bardziej zaczynał spełniać warunki, jakie sobie postawiłem na samotną wyprawę.

Cały artykuł znajdziecie w 25. numerze Vario.