Dobrze odrobione lekcje

DCIM105GOPRO

Od paru lat rywalizuje na paralotniowych zawodach w Polsce i za granicą. Swoje życie całkowicie podporządkowała pasji latania na paralotniach. W tym roku sięgnęła po złoto. Rozmawiamy z paralotniową Mistrzynią Polski – Dominiką Kasieczko.

Gratuluję zdobycia tytułu Mistrzyni Polski, możesz w skrócie opowiedzieć o tych zawodach – jak przebiegała rywalizacja, która konkurencja była dla ciebie najtrudniejsza?
Dziękuję bardzo!
Tegoroczne Mistrzostwa Polski i Serbii, rozegrane zostały w serbskim masywie Kopaonik. Góry te potrafią być kapryśne, jednak gdy już się zrobi warun, Kopaonik wynagradza podstawami 3600 m i termiką rodem z St. André!
Najtrudniejsza dla mnie była pierwsza spośród trzech rozegranych konkurencji. Dzień był wietrzny, a termika niezbyt mocna. Początek był łatwy, co uśpiło czujność. Dwa kilometry przed drugim punktem zwrotnym znalazłam się nisko, po 30 minutach walki w parterze zakończyłam z wielkim niesmakiem lot na 15. kilometrze trasy. Pozostałe dwa zadania były łatwiejsze, z wysokimi podstawami i mniejszym wiatrem. Podczas drugiego taska leciałam szybko, prawie bez kręcenia, pod chmurami, aż do momentu, kiedy skusiło mnie skrócenie dolotu przez „blachę”. Przeszacowałam to, a następnie zabrakło mi cierpliwości, by zatrzymać się w słabszych noszeniach. Pięciokilometrowy niedolot kosztował mnie 300 punktów i utratę dobrej pozycji w tasku. Przepadła też szansa na pierwsze miejsce w kobiecej klasyfikacji generalnej, które ostatecznie zajęła węgierka Katalin Juhász. Tego dnia uzyskałam jednak dobre leading points. Ostatni task nie pozostawiał wątpliwości – trzeba zrobić metę. Dziewczyny, które lepiej poleciały w pierwszy dzień, były blisko w tabeli. Klaudia Bułgakow z powodów zdrowotnych zrezygnowała z rywalizacji. Trasa liczyła ponad 90 km i dawała wiele opcji pokonania. Task miał wg mnie dwa kluczowe momenty: początek i koniec. Dobrym ruchem okazał się start z ziemi na początku okna, gdyż chwilę później wiało w plecy, a przedpole ogarnął cień. Mnóstwo osób spóźniło przez to start. Końcówka była podchwytliwa, gdyż dwa ostatnie cylindry położone były w górach, gdzie wiele osób utknęło. Mimo że w połowie trasy spadłam nisko i długo leciałam sama, pod koniec trochę nadrobiłam, wykręcając ponad 3000 m a następnie odchodząc na 15-20 km dolot do mety. Cel został zrealizowany.

Dlaczego zdecydowałaś się na latanie zawodnicze?
Latanie zawodnicze jest spełnianiem moich marzeń o sporcie. W dzieciństwie chciałam jeździć w klubie narciarskim z innymi dzieciakami z Zakopanego, a… grałam na skrzypcach. Później trenowałam jeszcze skitury, a od 10 lat latam na paralotni. Dzięki zawodom poznaję nowe miejsca, jestem na bieżąco i są dla mnie źródłem motywacji.

Cały artykuł znajdziecie w 25. numerze Vario.