Wilgotny problem

interlaken lightening in front of the jungfrau/ Azoom.ch

Przypominam sobie taką scenkę z lotniska w Częstochowie która miała miejsce w czasie Pararudników. Pogoda mało zachęcająca do latania, poranek, mokra trawa. Nikt nie wybiera się w powietrze oprócz jednego pilota, który usiłuje wystartować z napędem. Skrzydło nowe, czerwone, pilot też. Z wysiłku. Jedna próba, druga, trzecia. Skrzydło już przypomina mokra szmatę, wstaje ciężko, ale w końcu udaje się wystartować. Wszyscy wzdychają z ulga jak gdyby wstrzymywanie oddechu i napinanie przepony miało pomóc pilotowi oderwać się od ziemi.

Jedynie Piotr Dudek odwraca się z niesmakiem mówiąc krótkie „ i po gwarancji”. Pewnie nikt na to nie zwrócił uwagi. Skrzydło było wyczynowe. A takie skrzydła to najwyższe osiągnięcie , najwyższa precyzja, najlepsze osiągi. Za jaką cenę? Cena jest trudna do pojęcia, że kilka czy kilkanaście milimetrów w zmianie długości elementów konstrukcyjnych z najlepszego na świecie skrzydła zrobi coś innego, na pewno gorszego. A te kilka czy kilkanaście milimetrów łatwo może się pojawić w taki sam sposób, jak po praniu nagle nasze spodnie stają się za ciasne. Moczone i suszone włókna tkaniny i linek kurczą się i nasze skrzydło nie jest już tym samym samolotem który konstruktor i piloci oblatywacze długo cyzelowali szukając idealnego rozwiązania. Zmiany mogą być znaczne. Gdy skurczą się tylne linki lub linki od sterówek to skrzydło zaczyna wolniej wstawać, łatwiej spada za plecy gdy nie jest dociągnięte nad głowę, łatwiej też się przeciągnie przy starcie gdy pilot chcąc wymusić start lub ominąć przeszkodę będzie głęboko operował sterówkami. Podobne problemy mamy z tkaniną, która też się kurczy.

Cały artykuł znajdziecie w 27. numerze Vario.