Superfinał PWC

Koniec zeszłorocznego sezonu pucharowego pełen był wzlotów, upadków, niespodziewanych zwrotów wydarzeń. Prawie każdy dzień napiętnowany był silnymi opadami deszczu. Jakimś cudem, komitetowi pilotów wspólnie z dyrektorem zawodów, udawało się wyznaczać tak trasy, że codziennie omijaliśmy niepogodę.

Warunki były trudne i wymagały ogromnej uważności, czujności, taktycznego latania i umiejętności przełączania się ze ścigania na przetrwanie i znów na ściganie. Największą chyba niespodzianką zawodów było, że po raz pierwszy w historii dwie kobiety zajęły miejsca w pierwszej dziesiątce zawodów.

Po całym roku walczenia z kontuzją, na Superfinał zakwalifikowałam się jako była mistrzyni świata. Po sezonie bez latania, w słabej formie psychicznej, z glajtem (EnZo 3), który wyjęłam z pudełka, żeby włożyć go do bagażu, do Kolumbii pojechałam z jednym nastawieniem, dać z siebie wszystko, dobrze się przy tym bawić, a co będzie to będzie.

Cały artykuł znajdziecie w 27. numerze Vario.