Ałtaj, paralotniowe wtajemniczenie

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Ałtaj. Trzydniowa podróż, aby dotrzeć do miejsca, w którym czas zatrzymał się w zaprzeszłej formie. Teraźniejszość, którą przywieźliśmy tu ze sobą była z innego świata. Ałtaj bez cackania się pozbawił ją złudzeń. Żółte drogi, konie, rozklekotane rowery, liczydła i tylko dwie wioski oddalone od siebie o 40 km.

Dawny jedwabny szlak, który przecinał dolinę nad którą lataliśmy wydawał się opuszczony. Jeden, dwa samochody na dzień. Droga po horyzont, trochę jak fatamorgana. Inspiracją do tej wyprawy był tekst Louise Crandal opublikowany w Cross Country. Bezkresne, puste przestrzenie, rozległe noszenia, duże wysokości przelotowe. Dokładnie jak w opisie Louisy. Przemilczała tylko jedno… rakietowe noszenia 12-15 m/s były na porządku dziennym, do tego przeciągi w dolinach i częste burze. Mija 11 lat od tej wyprawy, a ja wybierając zdjęcia do tekstu Kuby pamiętam szczegóły, zapach, strach i radość tej wyprawy. Emocje nie do opisania, jak piękno i dzikość Ałtaju. Już nigdy później nie latałem z taką regularnością powyżej 5000 m. Ałtaj w jakiś sposób odmienił każdego z nas. Część ekipy już nie lata w ogóle, nasze drogi się rozeszły, teraźniejszość upomniała się o swoje prawa. Ale część mojej duszy zadomowiła się tam na stałe i nie chce wracać. Snuje się po czujskim stepie i klnie jak szewc, na czym świat stoi. Bo, jak mawiają Rosjanie, przekleństwo jest językiem duszy, a dusza potrzebuje niczym nie skrępowanej wolności. Tą wolnością jest Ałtaj, jest na wyciągnięcie ręki – trzeba się tylko odważyć. I jestem pewien że każdy z nas czuje to samo. Oddaję głos Kubie. Kuba jadąc z nami był świeżo po kursie. Zapewniłem go że spokojnie da sobie radę, że są tam raczej spokojne noszenia… Ałtaj był dla niego belfrem starej daty – surowym i bezlitośnie karcącym wszelkie uchybienia, błędy i nieposłuszeństwo. Nie było łatwo, ale górskie latanie wymaga charakteru. Ałtaj ma ciężką rękę. Ale jak się stamtąd wróci, można powiedzieć, że coś się wie o lataniu, a Kuba do dzisiaj udowadnia, że nauka nie poszła w las…

Cały artykuł znajdziecie w 27. numerze Vario.